Spowiedź dziennikarza (przepraszam, że się narażam…)

-Nie byłem dawno u spowiedzi, a być może wcale…

-Do rzeczy, proszę:

-…Szafowałem prawem szpalty i szuflady,

A w mojej własnej szafie zalęgły się mole…

Byłem, widziałem, milczałem.

Nie byłem, nie widziałem, a rozdmuchałem wieści.

Coś tam zobaczyłem, a pastwiłem się.

Rozstawiałem po katach nie tych, co trzeba.

Byłem darmozjadem lub utrzymankiem polityków.

Uznawałem tylko własny punkt widzenia.

Wsadzałem do kieszeni koreczki na rautach.

Puszczałem mimochodem: bezkierunkowość, bezideowość,

bestialstwo wolnego rynku i dyktaturę proletariatu.

Wspierałem emancypację szczurów i świni.

Gdy o mały włos nie zjadły mnie własne myszy,

zostałem hagiografem Popiela.

Rozmieniałem prawdę na drobne, bo płacili w banknotach.

Szerzyłem nihilizm…

I wreszcie grzech najcięższy:

Zapomniałem, że mam wpływ, w nurcie historii po pas zanurzony

i że niektórzy czytają i wierzą w moje  brednie.

– Idź i nie grzesz więcej synu…

-No pewnie!

26.06.2013 A. M-Sz.

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, powiadom o nim innych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *